Ciągle jesteśmy...

phm. Witold Pietrusiewicz
Komendant Szczepu 17 WDH
matura w 1990 r.

poniższy tekst został opublikowany w w 1996 roku w biuletynie Koła Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. Króla Władysława IV "Ławy skrzypią" na 110-lecie szkoły

Dziś w Liceum im. Władysława IV nie widać harcerzy. Nikt nie chodzi po szkole w mundurze harcerskim, nie spotyka się na przerwie, by umówić się na zbiórkę czy zaplanować kolejny rajd. A jednak jesteśmy...

Koniec lat osiemdziesiątych przyniósł wielkie zmiany także w harcerstwie. Powstały lub ujawniły się alternatywne wobec ZHP organizacje harcerskie. Jednocześnie coraz bardziej zaznaczała się niechęć młodzieży do wszelkich formalnych ruchów i organizacji - widać to zresztą na przykładzie innych organizacji młodzieżowych. Drużyny i szczepy zaczęły się kurczyć, a w największym stopniu dotknęło to środowisk starszoharcerskich, jak Siedemnastki. Dziś ZHP liczy około pół miliona harcerzy - czterokrotnie mniej niż przed dziesięciu laty, a sześciokrotnie mniej niż dwadzieścia lat temu.

Niejednokrotnie podejmowaliśmy z kolejnymi drużynowymi próby ściągnięcia do Siedemnastek nowych chłopaków i dziewczyn [- harcerzy starszych z liceum]. Bezskutecznie. Zastanawialiśmy się, czy przypadkiem nie staliśmy się dla obecnych nastolatków egzotycznym skansenem, czy nie jesteśmy zbyt infantylni, a może zbyt zobowiązujący jak na dzisiejsze czasy. Chyba jednak nie, bo zdarzają się młodzi ludzie, którzy nie wyobrażają sobie życia bez harcerstwa. Trudniej ich tylko do tego przekonać. Tłumaczyliśmy to sobie olbrzymią nietolerancją rówieśników, ale i dorosłych (!) - coraz częściej umundurowanego harcerza idącego ulicą spotyka czyjś ironiczny śmiech, zaczepki, a nawet przejawy agresji. Czy nie jest to skutek wieloletnich związków harcerstwa z polityką, wychowania z indoktrynacją?

Jesienią 1991 roku powstał przy szczepie zastęp młodszoharcerski. Zdumiewające było dla nas to, jak bardzo uczniowie podstawówki - w porównaniu z licealistami - są ciekawi harcerstwa. Po zimowisku zdecydowaliśmy się na założenie drużyny młodszoharcerskiej przy Szkole Podstawowej nr 30 przy ul. Kawęczyńskiej. Nie było to łatwe - poprzednia istniejąca tam drużyna zapisała się w pamięci nauczycieli pożarem harcówki, a ówczesny komendant hufca nie zgadzał się na to, aby drużyna przy tej szkole miała ten sam numer i barwy, co harcerze we "Władku". Z czasem te wszystkie przeszkody udało się ominąć, a drużyna rozrosła się do dwóch, liczących obecnie ponad sześćdziesiąt harcerek i harcerzy ze szkół podstawowych nr 30 i 51. Tak staliśmy się typowym szczepem środowiskowym, działającym przy kilku szkołach jednocześnie, co jeszcze niedawno było niewyobrażalne dla dyrektorów i nauczycieli przyzwyczajonych do formalnego przywiązania drużyny do jednej szkoły.

W Siedemnastkach jest dziś [w 1996 roku] dwunastu harcerzy starszych. Pełnią oni różne funkcje w obu drużynach młodszych. Mamy nadzieję, że w ciągu najbliższego roku, może półtora, drużyna starszoharcerska w szczepie znowu powstanie [tak się stało, starszoharcerska 17 WDH "Szaniec" została powołana w 1997 r.] i że będzie ona jak dawniej skupiała uczniów Liceum Władysława IV.

Mimo, że na co dzień nie widać nas w liceum, pozostajemy wciąż z "Władkiem" związani. Większość kadry i przyjaciół Siedemnastek jest władysławiakami. Absolwentka naszej szkoły, niedawno zmarła Mama obecnego [do 1999 roku] drużynowego 17 WDH "Poszukiwacze Skalnego Grodu" Małgorzata Mroziewicz-Rolewska pomogła nam wiosną tego roku wyremontować drzewce szczepowego sztandaru. Dzięki uprzejmości Dyrekcji liceum wciąż korzystamy z harcówki (dawnej ciemni fotograficznej) w budynku liceum i z magazynu, na które nie mamy szans w ciasnej "trzydziestce" na Szmulkach [niestety niedługo po jubileuszu 110-lecia szkoły harcerze musieli opuścić te pomieszczenia].

Harcerzem w Siedemnastkach zostałem w 1987 roku, jako uczeń drugiej klasy naszego liceum. Czasy, gdy harcerze stanowili we "Władku" liczącą się siłę, jak w latach siedemdziesiątych, znam więc jedynie z opowieści, zdjęć i kronik.

Nie miałem przedtem zbyt dobrego zdania o harcerstwie. Kojarzyło mi się ono przede wszystkim z pochodami pierwszomajowymi i powitaniami wysokich dygnitarzy na lotnisku - nie znając harcerstwa bliżej taki właśnie obraz wyniosłem z ówczesnej telewizji i prasy. Trafiając do Siedemnastek nie miałem zupełnie pojęcia, jak bardzo się myliłem. Poznałem tu ciekawych, ambitnych ludzi - zapaleńców, którzy swoją chęcią działania zarażali wszystkich wokół. Nawiązane tu przyjaźnie, ugruntowane wspólnym przebywaniem w przeróżnych warunkach trwają do dziś. Instruktorzy, z którymi zetknąłem się w Siedemnastkach imponowali mi - co dziwne, zważając na ich młody wiek - mądrością życiową i doświadczeniem, i do dziś są dla mnie wzorem. Najbardziej ceniłem sobie wieczorne ogniska obozowe, na których dyskutowaliśmy o wszystkim - o ideale dziewczyny i chłopaka, o tym, czy warto "mieć" czy "być", o historii Polski bez niedomówień. Myślę, że to dzięki serdecznej atmosferze, jaka panowała w Siedemnastkach, pozbawionej wszelkiego zakłamania i pozwalającej na ujawnienie najbardziej nawet odmiennych poglądów i przekonań, pozostałem tu na dłużej.